...:) >> piątek, 5 lutego 2010 00:18:09
Wielkie dzieje się, to w skrócie co jestem w stanie z siebie wydusić celem dodania nowej notki.

Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany. :)
Generalnie dużo tego i nie wiem od czego zacząć. Zacznę od końca: nie jest to już bowiem tajemnicą, że pojawił się w moim życiu ktoś baaardzo, bardzo ważny.Długo jej kazałem na siebie czekać, bo ciągła niepewność szukanie lepszego jutra, sprawiała ze nie byłem w stanie podjąć żadnej poważnej i dorosłej decyzji. Jednak, kierując się znamienną dla mnie zasadą ' nie ma ryzyka nie ma zabawy ' zaryzykowałem. Tak. Czy się opłaciło? Dziwne słowo, na razie na pewno tak ! ;).
Druga kwestia, to zmian ciąg dalszy w sferach typowo ludzkich zależnosci, sympatii i przyjazni. Tutaj niestety, pewien pułap się pomniejszył. Niestety, ale nie nazwę nigdy osób które ukrywają przede mną różne rzeczy przyjaciółmi. Jeden ancymonek nie raczył powiadomić ponoć najlepszego przyjaciela że 7 miesięcy temu się zaręczył. Drugi ancymonek bo też szkoda gadać, postanowił odizolować się zupełnie od życia w zgodzie i przyjazni, olewając totalnie wszystko, mając w dupie więcej niż ustawa przewiduje a jednocześnie nie czuć się za to winnym, mimo ze poczynania generalnie tej osoby jak i drugiej, wzbudziły we mnie jedynie poczucie takiej paskudnej żenady.
To się zdarza Adrian, że coś skonczyć musi się by inne zacząć mogło, prawda? a no prawda.
W zamian i ja mam pewne zmiany, te wyżej wymienione pozytywne, ale mam też okazuje się zupełnie przypadkowego najlepszego przyjaciela a to też mega skarb, bo nigdy bym nie przypuszczał ze takie zbiegi okolicznosci jeszcze mają miejsca.

Nic to jednak, czas na rozpatrywanie tego i owego się kończy, to kolejna nieprzespana sesyjna noc, ostatni egzamin, pocieszającym faktem, że te nieprzespane już wczesniej noce przyniosły rezultaty, wszystko zdane co zamierzyłem.
Realizuje swój indywidualny plan tego, by czuć się spełnionym, i co Ci powiem? że jestem, że już mogę nieśmiało taką grubą kropkę przy takim stwierdzeniu postawić.

Panta Rei. ;)

komentarze [0]

Przepełniony.. >> piątek, 21 sierpnia 2009 01:38:19
Rzygam. Zwyczajnie wymiotuje życiem. A może jednak bardziej tym że mam dosyć oszukiwania innych jakże mi to kolorowo i dobrze ale najbardziej to rzygam oszukiwaniem samego siebie.
Rzygam i pluje nadzieją, która odpłynęła sobie nagle.
Zatruty własnymi przemyśleniami.
Otruty marzeniami.
Dobity codziennością.
komentarze [2]

Przyjaźń. >> środa, 5 sierpnia 2009 17:27:18
Obiecałem sam sobie, że przestanę zaniedbywać i tak zakurzonego już bloga, toteż tym samym muszę chociaż brak ochoty, nastroju temu przeszkadza, dodać nowy mniej więcej mało sensowny wpis.

Dzisiaj o czymś co najważniejsze, coś czego nie każdy potrafi dostać, nie każdy potrafi dać, utrzymać, coś czego trudno kupić, czasem też trudno znaleźć, coś co po prostu przyjaźnią się nazywa. Tak wielu w to nie wierzy, tym czasem ona jest, ona trwa i za każdym pokazuje, że jest najbardziej cenna od wszystkiego, co z ludzkich rzeczy potrafi nas otoczyć. Bynajmniej w moim życiu, zajmuje najważniejsze, priorytetowe miejsce. Bo w nią wierzę, bo jej doświadczam, w przeciwieństwie do innych odczuć chociażby.

I tak ostatnio zastanawiałem nad tym długo, co sprawia, że ten drugi człowiek staje się naszym przyjacielem? czy to podobieństwo upodobań, czas spędzany razem, nadawanie na podobnych falach, czy może jakiś magnetyzm, który ma swój plus minus i przyciąga tych, którzy na taką przyjaźń zasługują?
Takich ludzi jest mało. I tak w czasie tych przemyśleń o przyjaźni, pomyślałem sobie że jest jedna nowa osoba, której chyba, chcę wręczyć tzw. kredyt zaufania, i mówiąc dość dziwnie 'awansować' go na miano mojego przyjaciela. Tak, bo jest to osoba zupełnie wyjątkowa, z którą i potrafię się dogadać i mamy jakieś problemy wspólne ogólnie ufam tej osobie a to mega wielki wyznacznik przyjaźni. Tak więc muszę stwierdzić że do tzw elity, palestry tych wybranych sercem przeze mnie przyjaciół, Moniki, Dagmary, Gosi, Wojtka, Patrycji, Iwony.. dołącza a w zasadzie mianuje Michała ;-)
Bardzo spontanicznie ale to decyzja w pełni świadoma, i mam nadzieje że ten kredyt zaufania nie stanie się przegraną pożyczką ;-)

Bo jak wspomniałem, kto w przyjaźń wierzy, kto przyjaźń utrzymać chce, potrafi, daje radę, mimo wielu przeciwności jakie stawia nam życie, to przyjaźni doświadczy. Nie ma nic piękniejszego czego można doświadczyć ot tu na ziemi :)
komentarze [1]

Bo... >> poniedziałek, 3 sierpnia 2009 01:34:18
Nie wiem. Najgorsze jest to wszystko, że ostatnio na każde zadane sobie pytanie odpowiadam prostym i lakonicznym zdaniem ' nie wiem '. Przerażające. Wciąż potrzebuje zmian, nieograniczonej siły potrzebnej do ich realizacji.
Dzisiaj bardzo dualistycznie pod względem czy to nastroju, czy jakkolwiek nazwać to podejściem do życia. Niezwykle cieszę się że być może tym najbliższym mojemu sercu, tym dzięki którym motywuje się do życia, zwyczajnie przyjaciołom, uda się coś co tak czasem nieosiągalne, coś czego przez tyle miesięcy sobie życzyłem, ciesze się bo nie trzeba było nawet wiele czasu, ah, tak gdzieś w duszy myślałem że oni dadzą radę. Czym to dla mnie jest? Nadzieją? Dobre słowo, chociaż przecież to matka głupich niejakby, idąc tym śladem też moja. Bo ja chociaż jestem zbłąkany od dłuższego czasu przybity wręcz stabilizacją, wierzę (!?) że czas zmian dosięgnie także mnie, jeden tylko warunek, to ja muszę chcieć, przełamać się i przekonać się. Co jest bardzo ciężkim zadaniem i niesamowicie zdaje sobie z tego sprawę. Wiem. I to wcale nie jest swoista zazdrość że ktoś sięgnął do progu szczęścia ja nie i od razu mam z tego powodu milion myśli jak tu temu zaradzić, żebym i ja miał podobnie. Otóż nie! to wciąż nadzieja, że zmądrzeje, bo tego trzeba mi jak żadnego innego leku. Czas jednak to musi wszystko przetrwać przez ten swój układ. Musi. Czy to będzie trwało długo nie wiem.
Nie pisałem przez tyle czasu. Nie potrafiłem nawet zebrać w sobie jakiegoś jednego słowa, by dać oznakę swego życia. To było dla mnie zbyt trudne. Tak traumatycznych i rewolucyjnie odmieniających moje życie zmian jakie dosięgneły mnie w ostatnich miesiącach nie przyjąłem na siebie nigdy w życiu. Gorzej być nie może, człowieku ile Ty razy powtarzałeś to sobie? Niby dajesz sobie radę czujesz w sobie siłę. Niby. To wszystko jest tak pozorne. To mnie przeraża. Przeraża mnie perspektywa przyszłości do takiego stopnia, że nie potrafię tego przelać na virtualny blogowy świat. Nie mogę. Chociaż udaję , że jest świetnie, to wiadomo że nie jest. Jest gorzej niż źle. Ba! słowo tragicznie oddaje tutaj największe nacechowanie ku podsumowaniu sytuacji z ostatnich miesięcy.
Ale znowu, mimowolnie, może naiwnie i ślepo pojawia się słowo n a d z i e j a. Nie wiem skąd ona jest i dlaczego tak wierci mi w pseudo-mózgu ale stoi obok, chwyta mnie za rękę w najgorszych dla mnie chwilach, mówi mi że przecież los, potrafi odmienić się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jednak rzucam pytanie na taśmę, jak długo można w to wierzyć?

Chyba dotąd aż kolejny cios nie pierdolnie, bo to swietne słowo, nie pierdolnie Ci w serce, tak żebyś więcej już nie wstał.

Przemyślę wszystko, zacznę zmiany.
Już zacząłem rzuciłem palenie.

:)

komentarze [1]

>> środa, 7 stycznia 2009 01:55:10


Gdzieś był blogu jak potrzebowałem wylewać tysiące słów !

tyle się wydarzyło w moim życiu że ja nie potrafiłem tego ogarnąć a tak chciałem, to tutaj wyłożyć sam sobie i dojść do jakiś wniosków.

Nie lubię Cię za to i nad karą się zastanowię :D

Powiem Ci tak.. żałuj, żałuj, bo moje życie nabrało szybkości. I to w najbardziej mocnym tego słowa znaczeniu.

Zwariuje kiedyś.
komentarze [0]

Dno. >> niedziela, 12 października 2008 01:38:20
I tak nowy rok akademicki przywitałem chorobą i wcinaniem antybiotyków.
Gdyby one jeszcze mi w jakimś stopniu pomagały, miałbym powód do radości. Chociaż ten jeden jedyny pośród wszystkiego.

Prawda jest taka że przechodzę znowu jesienną chandrę jakieś przygnębienie. Ten przymiotnik jesienny to troche zasłona bo to się dzieje częściej niż tylko o jednej porze roku. Ale ja lubię siebie oszukiwać. Nawet mi to niezle czasem wychodzi. Do czasu.

Co więcej ostatnie dni nie przynosiły mi uśmiechu raczej to były dni pożenowanych odczuć. I to tak dosłownie.

W głośnikach jakieś smutne tere fere.

Nie dalej jak wczoraj pisałem komuś, że należy doceniać w życiu wszystko to co najmniejsze i mało znaczące czyjś uśmiech, dobry obiad, ładną pogodę czy po prostu radość z nowo rozpoczętego dnia. I że w tym trzeba widzieć sens życia skoro w innym go znaleźć się nie potrafi. Jakże jestem głupi że kogoś tak pouczam a sam się do tego stosować nie umiem. Wprost to dla mnie nie realne cieszyć się z takich przyziemnostek.
Może mam za wysokie aspiracje do tego by znaleźć w sobie radość i powód do szczęścia więc może właśnie to jest powodem tego że właśnie NIC mnie nie cieszy.

Puste to i zahacza o dno.

Dno jest dobrym słowem w perspektywie oceny tego co dzieje się ze mną i w okół mnie.

Muł w tym dnie to ja. I wszystko co chciałbym by było nad wszystkim na to dno opada.

Ja pesymistyczny tudzież realistyczny Adrian odchodzę w krainę snu.

I jeszcze kwestia nadziei na lepsze jutro... Nadziei nie można kupić nawet na promocji w sklepie a co więcej dostać jej od kogokolwiek. Dlatego nią nie żyje. Po co żyć czymś co nie istnieje.
komentarze [2]

żenada. >> poniedziałek, 8 września 2008 00:39:07
To co się dzieje albo i w zasadzie nie dzieje jest dla mnie wprost żenujące.
Czy ja się starzeje, że wszystko mnie denerwuje i przez to staje się wredny z dwukrotną siłą?

I na prawdę bywało gorzej no ale jakby nie patrzeć to co dzieje się teraz nie przyprawia mnie o uśmiech.

Zaklinam swoje myśli chwilami, zaklinam znienawidzone wspomnienia. Bo coś czego nie chce za każdym razem wraca i odwrotnie coś co chciałbym żeby wróciło bezpowrotnie upadło na dno oceanu.

Myślę sobie tak wczoraj." No Fajnie jest " . Wyśmiałem to dzisiejszego ranka.

komentarze [0]

Miłość: Totalna ściema >> niedziela, 17 sierpnia 2008 22:16:12
Otóż tak. Dziś zebrało mi się na takie totalne przemyślenia w tejże kwestii. Piękne wnioski zebrałem w ciągu kilku minut.

I ja tak patrze sobie na to wszystko z perspektywy czasu. Patrze na swoim przykładzie, na przykładzie moich znajomych. Kiedy patrze na te związki, których połowa albo jest przesadzie pokazowa, albo wprost na tyle krucha, że rozpada się szybciej niż kra na rzece. I dlaczego tak jest? Dlaczego tak mało związków z tej rzekomo prawdziwej miłości ma szansę przetrwać?

Kiedy wpisałem sobie w wyszukiwarkę definicje udanej miłości, wyskoczyło mi setki stron z milionami aforyzmów o jakże idealistycznym podejściu do tego uczucia.

Czułość, zaagnażowanie, wierność, troska, wzajemne radzenie sobie z problemami...

To istnieje? Ponoć tak. Lecz jak mały procent związków właśnie takimi cechami się wyróżnia? A jeśli wyróżnia to tylko na chwilę.

A te idiotyczne hasła" Kocham Cie na zawsze"? " Tylko Ty i nikt inny więcej" Potem patrze dwa tygodnie pozniej, ta sama osoba ma już kogoś innego i tymi samymi wyznaniami ją ukwieca.

To nie jest miłość to jest żenada. Pustota. Kretynizm.
A hymn o miłości? Idylla? Tego nie ma. Na prawdę nie ma. Bo zaraz to staje się przyzwyczajeniem.
Kochamy, bo tak fajnie? a nie kochamy, bo pragniemy kochać.

Idealna miłość jest jak Yeti. A kto w nią wierzy, jest ślepy i zagubiony jak mongolskie dziecko we mgle w drodze na Nową Zelandię.


komentarze [1]

>> niedziela, 15 czerwca 2008 02:44:49

P
U
S
T
K
A
.






komentarze [0]

O sobie samym. >> czwartek, 15 maja 2008 19:22:06
Czasami człowiek miewa chwile w których tak na prawdę nie wie co ma zrobić. Zazwyczaj jednak wybiera odpowiednią drogę wyboru. Zazwyczaj. Dlaczego tak nie jest ze mną? Dziś po kolejnej nocy pełnej przemyśleń zacząłem wysnuwać odpowiednie wnioski. I nie są one jednak wcale takie optymistyczne. Jest gorzej niż myślałem.

Dlaczego doceniam coś co miałem, dopiero wtedy gdy to stracę. Nie dałem szans na to by było dobrze. Byłem pyszny, chciałem pokazać swoją wyższość swoją nad wyraz wielką dumę. Wyszło inaczej.

Ja dopiero dzisiaj wiem,z kim tak na prawdę byłem szczęśliwy. Emilka uświadomiła mi a właściwie nie ona tylko jej obecność fakt, że szczęście które miałem jeszcze jakiś pół roku temu a nawet i rok temu, uciekło bezpowrotnie. Miała być moją trzecią wielką miłością, miała być lekarstwem na pozostałości w moim sercu. Nie jest. Po prostu nie jest. Nie potrafię w żadny sposób jej bardziej lubić a co dopiero mówić pokochać. Nie ją. To nie ta. Jej charakter zupełnie mi nie odpowiada. Wizualnie na pewno jest pociągająca ale na tym się kończy. Przeliczyłem się bo w ten sposób za pewne zranię kolejną osobę. Ona już się jakoś tak zaangażowała. A ja? co ja jej powiem? Wypierdalaj bo jednak nie pasujemy do siebie? Bezsens.
Dziś znowu stoje na drodze na której jest więcej znaków zapytania niż kiedykolwiek. Bo cóż teraz zrobić? Już raz dałem odejść szczęściu, już raz pozwoliłem na to, żeby ktoś kto był przy mnie najbliżej, kochał mnie po prostu odszedł. Przecież już dużo czasu mineło? Dziś jednak to nie ma znaczenia, teraz ona wybrała inną lepszą przyszłość , której ja pewnie nie umiałbym jej zapewnić. Tak na prawdę nie wiem czy ona była ze mna szczęśliwa. Pół roku to przecież i nie mało i nie dużo. Chciałem, starałem się. Przekreślając to byłem głupi. Ja nadal jestem głupi.
I co dzisiaj robić?

To wciąż setki pomysłów i ich brak na dalsze życie. To kolejny dowów na to że jestem głupi, to kolejny dowód na mój debilizm.


komentarze [5]

>> poniedziałek, 7 kwietnia 2008 23:00:18
Za godzinę. Tak za godzinę powiem sobie a może nie..najlepiej wykrzyknę w z wielkim cholernym wiwatem trzymając butelkę w ręku MAM 20 LAT !

Oh jak fajnie.

20 lat i co?

I gdyby rozliczyć te dwie dekadki doszedłbym to wspaniałych wniosków.
Niczego nie dokonałem. Niczego. Wręcz opadam jeszcze na niższe dno debilizmu jakie tylko może być.

I ten sentyment 8 kwietnia.

Cholera, czemu to jest tak, że za jednymi osobami tęskni się bardzo długo a o innych zapomina już po tygodniu.

Serce jest głupie.

Dziś wypije nie tylko za swoją starość ale także za wiarę w odzyskanie rozumu.
komentarze [1]

>> niedziela, 17 lutego 2008 21:55:42
I te dwa tygodnie mi pomogły.
Tak duchowo bardziej niż cieleśnie.
Dowiedziałem się że ona wcale nie była ze mną szczęśliwa. Tylko zastanawia mnie fakt dlaczego mówiła że jest inaczej? Puste słowa nic nie warte...Ale mało mnie to teraz obchodzi, to zderzenie z prawdą na tyle pomogło mi się podnieść, że smutek który gdzieś tam we mnie siedział szybko się ulotnił.

Trudno teraz będzie komuś zaufać. Zbyt duża ostrożność teraz mną kieruje. Chociaż może to i lepiej. Bo do wszystkiego trzeba podchodzić z dużą rezerwą.

Tak sobie myślę i to całkiem poważnie co dalej. Na razie jest dobrze i nie chce żadnych zmian, ale wiem że to nie potrwa przecież wiecznie.
Już nawet zastanawiam się co będzie jak moja kariera studencka też się skonczy, a bo to tez możliwe. Lecz nie chcę krakać. Najwyżej się mówi trudno, trzeba będzie po prostu wziąć się w garść i powiedzieć sobie że tak miało być.

Bo w końcu wszystko co się dzieje, jest w jakimś stopniu zaplanowane. Nie wiem czy odgórnie czy taki los, czy tak gwiazdy wskazują. Ale wierze, że to co się dzieje zarówno dobrego tudzież złego jest dla mnie w głebi sensu dobre.


komentarze [1]

Czarny śnieg >> niedziela, 3 lutego 2008 21:09:46
Kawa już wystygła dawno. Ręce mam wciąż zimne, notatki porozrzucane są bez ładu po podłodze, ale najbardziej porozwalane mam myśli.
Jest ich nagle tyle, że nie pozwalają mi one na niczym ważnym się skupić, są tak natarczywe, bezlitosne że czuje się jak ich niewolnik.

Nie ma Ciebie nie ma nas.

Każdy mi pisze, że będzie dobrze a mi to wcale nie pomaga wręcz przeciwnie. Czuje w sobie wielki, nieograniczony bunt.

Cholera ja nawet nie umiem poskładać własnych myśli.

Nie ma na to lekarstwa, bo jak znaleźć lek na ból duchowy?
komentarze [1]

Endorfiny >> niedziela, 9 grudnia 2007 23:08:27
Nie jest to już dla mnie niczym nowym, ale kiedy patrze na siebie i na swoje poczynania z perspektywy mijającego czasu odnoszę wrażenie, że wciąż się zmieniam, tylko nie mogę określić jednoznacznie czy owe zmiany niosą za sobą coś dobrego czy wręcz przeciwko.
Ale chyba to przejaw poważnienia, bo ja chyba dorośleje już.

Zastanawia mnie magia, jaką potrafią wytworzyć pewne osoby..no przesadzam że osoby, bo w tej chwili chodzi mi o jedną osobę, ale magia spokoju, zadowolenia, radości a jednocześnie taki stan dość euforyczny.
Może to troche sprawka endorfin, bo wiem, że i one tutaj maczały troche place, ale jednak to ta bliskość tej osoby, jej stałe poznawania, sprawia że w owym stanie czaru się znajduję.
I żeby to tak trwało.

No ale niestety, nie wypada nie wspomnieć o swoich dość głupich i żałosnych poczynaniach jakie na każdym kroku czynie. Czy ja już na prawdę zawsze jakąś naukę muszę czerpać tylko z własnych błędów i doświadczeń? Tak Adrian, jesteś głupi. I mimo, że starasz się robić wszystko, by w jakiś sposób o tym zapomnieć, to to zawsze będzie za tobą kroczyło. Boś głupim się urodził i pewnie głupim umrzesz.

Atmosfera świątecznych wariactw mnie nie dosięga i to chyba bardzo dobrze.
Widocznie myśl o kimś/czymś innym sprawia, że nie musze się troszczyć o to czy jutro spadnie śnieg i czy odkurzyłem sobie w pokoju.

A te endorfiny o których już wspomniałem wcześniej to jednak sa niezłe bestie, mimo to lubie je :)
komentarze [4]

>> niedziela, 28 października 2007 20:58:17
I jak tu nie postukać się w takiej chwili w głowę.

Ale dobrze.

Wszem wobec muszę oznajmić że jestem żenujący.
Tak to doskonałe słowo, często przeze mnie używane, doskonale określa mnie i to w każdym zupełnie calu.

Bo jak tu nazwać inaczej fakt że dzisiaj, po prostu dzisiaj postanowilem uczcić swoją jakże szerzącą się beznadziejność tym iż kupilem sobie prezent. SAM SOBIE! to nie jest nawet głupie czy smutne. To jest jak najbardziej żałosne. Po czym po wręczeniu sobie owego prezentu wypiłem toast za beznadziejność Adriana! i obejrzałem znowu Magdę M.

Mój Boże. Tu po raz kolejny użyje słowa żenada., Mój Boże to jest żenujące do kwadratu.

I też doszukuje się zmian, których chciałbym poczynić.
Niestety już nie wyladnieje, ale może coś jeszcze uda się zrobić żebym chociaż o jeden procent ze stu zmienił w sobie tej żenady i beznadziejności.

I sobie nie ufam.

I cholernie mi fajnie.

Radze sobie świetnie.



komentarze [6]





lay & html by pani pandora.




nawigacja




o mnie
dodaj mnie
strona główna


księga


zobacz
zostaw szlaczek


archiwum


2005
lipiec (21)
sierpien (11)
wrzesień (15)
październik (22)
listopad (18)
grudzień (15)

2006
styczeń (7)
luty (4)
marzec (8)
kwiecień (5)
maj (6)
czerwiec (9)
lipiec (9)
sierpien (1)
wrzesień (5)
październik (6)
listopad (4)
grudzień (6)

2007
styczeń (6)
luty (3)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)
grudzień (1)

2008
luty (2)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (1)

2009
styczeń (1)
sierpien (3)

2010
luty (1)




ulubieni


adrian


linki


Que?
czytam
Kici Kici
Photo?Niestety..
last.fm
Burza mmm
pb
lbn




szablon

picture
html
lay
owner
out!